to męczy mnie już od kilku lat, jednak nic nie mogę z tym zrobić. On dalej tego nie wie. Jakże wiele było okazji do wyznania tego nonsensu. Ile razy je zmarnowałem...
Chciałbym odetchnąć i poczuć się lekko, bez niewypowiedzianych sekretów na sumieniu. Ale to chyba nie gra tu roli.
On żyje w nieświadomości. Z mojej winy. Bo ja nie chcę mówić tego na głos. Wolałbym trzymać w sercu do końca życia. Jednak uczucia domagają się wyjścia.
Czemu los tak ze mnie drwi i czemu to boli tak mocno? Dlaczego nie mam w sobie tyle odwagi, by wreszcie mu to powiedzieć?
Myśl na dziś: Ashton Irwin to śmieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz