poniedziałek, 15 września 2014

Not Lashton, but maybe...?

Ashton z przyciśniętą do nadgarstka żyletką, którą miał zaraz wprawić w ruch nie należał do przyjemnych widoków.
- Z-zostaw mnie, Luke - wyszeptał - Idź już sobie.
- Ashton... Ja...
- Wyjdź! - krzyknął, a po jego twarzy spłynęły kolejne łzy.
- Ashton nie rób tego! - tym razem to Lucas zawył i wyrwał metalowe narzędzie z dłoni chłopaka - Jeśli naprawdę chcesz to zrobić... To wtedy podetnij też moje żyły... - spojrzał w oczy blondyna, które były teraz przepełnione bólem, jednak dalej pozostawały tymi pięknymi, ashtonowymi oczkami, w które tak lubił patrzeć dla czystej przyjemności.
- Luke... J-jak mogłeś? - Ash dławił się łzami, nadal nie patrząc na chłopaka obok.
- Ja... Ashton, ja nie miałem pojęcia, że ty... Że coś do mnie czujesz... Ja... Uznałem to za żart... - plątał Hemmings.
- Żart? Ty uznałeś to za żart? Ty... Ty potworze! - Irwin wpadł w szał, zaczął spazmatycznie szlochać i wbijać paznokcie w dłoń, jego płuca były na skraju, lecz nie potrafił przestać, nie teraz.
- Tak mi przykro, Ashton!
Ashton chwycił koszulkę swojego przyjaciela w obie ręce i przycisnął do niej twarz, chowając się całkiem w jego ramiona.
- Ty nie masz pojęcia... - mamrotał brązowooki, który zaczynał się uspokajać.
Luke tylko szeptał kojące słowa, bo wiedział, że tego właśnie potrzebuje Irwin.
- Już jest dobrze. Ash, słyszysz? Jest ok.
- Po prostu cię kocham, Luke.
- Ja ciebie też, Ashton, ja ciebie też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz